Oprócz nadziei, że i nasi bliscy zmarli są już świętymi (ci dalsi również), chciałabym przekazać Wam kilka najlepszych zdjęć z nocnej panoramy cmentarza:
Dzień przemyśleń, dzień zastanowienia, kiedy pytanie "Jaki jest sens życia?" (Pozdrowienia dla Das Zwei Fische Theater ;)) nabiera większego znaczenia. No bo tak: Nasz ziemski cel w dużym uproszczeniu sprowadza się do stania się pożywką dla bakterii (Co zresztą czynimy już za życia), albo w jeszcze mniej jednostkowo, to do przyspieszenia topnienia lodowców, wycięcia drzew, powiększenia dziury ozonowej i innych zmian w ekosystemie. No i tu zaczynają się pierwsze dywagacje na temat wiary, których wczoraj jakoś nie miałam ochoty rozpoczynać... Eh... No dobra, teraz też nie chcę... Wiara jest zbyt osobistym tematem, żeby wprost rozpoczynać o niej dyskusje, tak po prostu... Dlatego <płynne ominięcie tematu>. Każdy w coś wierzy, niezależnie czy chce, czy nie... Nawet, jeżeli jego wiara polega na pozornym braku wiary, to jednak wciąż się w coś wierzy... Zawiłe te tematy, no... Miałam zejść na inny, ale jakoś nie idzie... Dobra. Spróbujmy od tej strony: Skoro wiara jest, z za...
Żyjemy w trudnych czasach. W czasach gdy powiedzenie całej grupie płacących podatki, nieszkodliwych ludzi, że Polska bez nich jest najpiękniejsza. Wtrącając to tak po prostu, między ptaszkami a kapliczką. Ale przecież co w tym złego...? Przecież LGBT to też ideologia, a skoro to ideologia, to można się z nią nie zgadzać. Czemu są ideologią? Bo mają wspólny cel i generalnie podobne poglądy. Słowo "ideologia" w dzisiejszych czasach ma jednak raczej negatywne konotacje. Mam wrażenie, że odbiera się za jego pomocą ludziom ich człowieczeństwo. Bo osoby LGBT są naprawdę różnorakie, ze swoimi problemami, poglądami, stylem życia. Zniżanie tej naprawdę różnorodnej grupy ludzi do miana ideologii jest zwyczajnie przykre, bo ze względu na częściowo wspólne cele nie mogą się bronić przed głupim słownikiem. Słowa jednak niestety mają moc. Gdy schowasz osoby LGBT pod kocykiem „ideologii”, to możesz zachowywać się w innych warunkach niedopuszczalnie, bo przecież walczysz z „ideologią”. I ...
Nie bez przesady mówi się, że śmierć dziecka to jest najgorsze co może spotkać rodzica. Dlatego z żalem obserwowałam walkę rodziców Alfiego Evansa, gdy ich syna odłączono od respiratora. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Jeszcze rozumiem, gdyby chłopiec umarł po godzinie. On jednak przeżył kilka dni, czyniąc decyzję o odłączeniu go od respiratora moralnie wątpliwą. (Szczególnie, że zadecydował sąd, nie rodzice!) Zupełnie nie rozumiem czemu nie można było przenieść go do włoskiego hospicjum. Od razu nasuwają się setki teorii spiskowych, ale nie o nich chciałam pisać. (Nie uważam, żeby dzisiejsza medycyna była na tyle wysokim poziomie by stwierdzić jednoznacznie, że nic nie da się zrobić. Ciągle powstają nowe terapie. Komórki macierzyste na przykład. Nie wiadomo, czy to co dzisiaj uważamy za "nie do naprawienia" za kolejne pięć lat nie byłoby możliwe do zrobienia. Szansa na doczekanie tej teoretycznej terapii została jednak zaprzepaszczona.) Kurczę już nie chodzi ...
"Powiew lat dziewięćdziesiątych, czyli rąbanka z morałem - "Xena Wojownicza Księżniczka: Sezon 1" Mój pierwszy kontakt ze światem "Xeny..." miał miejsce, gdy byłam kilkuletnim berbeciem odwiedzającym pocioctwo, które lubiło mieć włączony telewizor niezależnie od tego, co działo się wokół. A w telewizorze? Kobiety we wdziankach skóropodobnych i bijatyka, bijatyka, bijatyka! Czy potrzeba czegoś więcej dla małej dziewczynki, której życiową ambicją było skopanie wszystkich chłopców w podstawówce? Ano nie. Byłam urzeczona. Do pełnoprawnego oglądania mogłam się jednak zabrać dopiero wiele lat później, podczas zimowania przez okres gimnazjum. Wtedy to uznałam, że należy rozliczyć się z przeszłością i obejrzeć legendę. Znalazłam więc pierwszy odcinek i włączyłam go uradowana, że będę mogła stać się prawdziwą fanką najsłynniejszej heroiny lat dziewięćdziesiątych... Po czym zatrzymałam film po niecałych dwóch minutach zniesmaczona do granic. Potrzeba było ład...
Od razu tak tematycznie przepraszam za długie nie pisanie :(, ale miałam wielki nawał roboty związanej z kończącym się semestrem (wciąż mam) i ledwo wyrabiam. No cóż. Żeby Wam jakoś umilić ten zawalony testami okres postaram się pisać przynajmniej raz na tydzień. W tym tygodniu powinna się też pojawić pierwsza recenzja książki. W ankiecie wygrał gatunek fantasy, a że takich książek na mych półkach nie brakuje, to powinnam się wyrobić stosunkowo szybko ;) Teraz drobna dygresja na wspomniany w temacie temat. Czas. Czas to pojęcie względne. Popatrzmy na przykład na gwiazdy. Miliardy lat świetlnych od nas właśnie powstała sobie gwiazda. Ale sorry. Możesz się gapić całe życie w ten punkt, ale i tak tego nie zobaczysz, bo światło tej gwiazdy dotrze na Ziemię dopiero po owych miliardach lat. Zakładając, że Ziemia wciąż będzie istnieć. Tak optymistycznie. A teraz sytuacja dajmy na to ze średniowiecza. Weźmy takiego rycerza. Koń + kupa żelastwa + biedny człowieczyna, pewnie często z miną ...
I w końcu macie swoją wyczekiwaną recenzję :D <Tum tum tum tum!> Spoiler time! Zwolnione tempo. Widać filiżankę przemierzającą kuchnię. Potem akcja wraca do właściwej prędkości, Stefan (Józef Pawłowski) uchyla się przed naczyniem, a to roztrzaskuje się o ścianę. Widzimy rozhisteryzowaną matkę Stefana, wściekłą na syna za to, że idzie w ślady ojca. Widzimy jej wściekłość, ból, rozpacz. Dokładnie odwzorowane emocje. Razem z nią wyczuwamy niebezpieczeństwo. Chcemy uchronić to, co jest dla nas ważne, ale owo „coś” wymyka nam się z rąk. W jej wypadku był to syn, który dołączył do Powstańczych Sił Zbrojnych i w ten sposób postawił swoją przyszłość przed wielkim znakiem zapytania. Taki właśnie jest Stefan. Główny bohater Miasta 44. Chce walczyć o swój kraj, o wolność, pomimo zamartwiającej się o niego matki i małego braciszka. Przynajmniej taki jest do momentu, w którym zaczyna się prawdziwa walka. Nic zresztą dziwnego. Prawdziwe niebezpieczeństwo zmienia każd...
Albo raczej potworzy, jeżeli brać pod uwagę to że owe istoty mają wyższy iloraz inteligencji od przeciętnych mobów z MMORPG. Albowiem owe istoty są ludźmi. Zainspirowana artykułem o psychopatach w "Focusie", pewnym artykułem do przeczytania tutaj , okładką książki którą dostałam na klasowe Mikołajki (Jack Ketchum "Dziewczyna z sąsiedztwa"EDIT : Recenzja do przeczytania tutaj ), oraz opisem tejże książki, a także własnymi tekstami, których jednak ie będę tu zamieszczać, bo wszyscy komentujący mój blog je znają... Chyba, że zdarzy się ktoś spoza Forum, to wtedy zawsze mogę podać linka. (A na razie nie ma co se psuć reputacji moją nędzną pisaniną xd.), postanowiłam wstawić ten oto post.
Eh, ile się działo... Wraz ze swoją grupą wybyłam z rodzinnej mieściny ku Poznaniowi pociągiem, co zajęło nam zaledwie 3,5 godziny, czyli całkiem sprawnie. Po opuszczeniu pociągu, w którym siedząc w dziewięć osób w ośmioosobowym przedziale, było bardzo gorąco, acz niemniej wesoło. Pozdrawiam pewną parę sobowtórów PewDiePie'a i jego dziewczyny (O.o), o bardzo podobnym poczuciu humoru i dziękuję za wspólną podróż ^^. Następnie po problemach z orientacją w terenie i przydużą ilością zbędnych przez wszechobecny gorąc kurtek i bluz, z pomocą screena z google mapsów, wraz z koleżanką udałyśmy się ku pierwszemu celowi naszej podróży, a mianowicie ku hostelowi. Jednak, jak się okazało, cała grupa, z którą miałyśmy nocować wciąż czekała na odebranie kluczyka. Poznań, Pyrkon, wiadomo, że wszędzie kolejki. Pokoiki bardzo przyjemne i przestronne i po zostawieniu w nich bagaży, wspólnie wróciliśmy na konwent. Okazało się, że tylko my dwie nie mamy jeszcze wykupionych wejściówek,...
Tą notkę miałam wstawić wczoraj, ale jak pisałam w komentarzach, wynikły pewne komplikacje i tak oto jest dzisiaj. I tu pojawia się ein Problem... Polegający w sumie na tym, że właściwa recenzja i przemyślenia pojawią się za tydzień, zapewne 12, gdyż na notkę o "Mieście" został wyznaczony konkurs. W ramach zadość uczynienia z góry informuję, że całość ma mieć około 1 str A4, więc trochę sobie poczytacie ;) Ogółem wrażenia pozytywne (u mnie przynajmniej). Dużo akcji, krwi i tak dalej. Na tyle dużo, że aż przebolałam to, że film był romansidłem. I to w dodatku romansidłem, w którym dwóch głównych bohaterów przez pół filmu zachowuje się jak zombie... To znaczy mówi tylko wtedy, kiedy musi, patrzy się na widza tym swoim tępym/przerażonym/owładniętym furią wzrokiem i ogólnie nie zachowuje się jak człowiek w pełni władz umysłowych... Aż mi się przypomina jedna z moich postaci... Zostawiając na boku bohaterów zombie, pierwsza połowa filmu, jeszcze przed właściwą akcją, była c...
NADZIEI, ŻE BLISCY JUŻ SĄ ŚWIĘTYMI?! O.o Jus, nie życzysz tak chyba swojej rodzinie, co...? Powiedz, że tam miało być "bliscy zmarli"...
OdpowiedzUsuńZa życia też! No, zaraz editnę ;)
OdpowiedzUsuńNie no, nie takie brzydkie toto. Ale widywałem ładniejsze.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że "robione telefonem" wystarczy na wybaczenie jakości... ;)
UsuńNie mówię o jakości zdjęc tylko cmentarza.
UsuńCmentarz był ładniejszy, tylko nie umiem tego zawrzeć w zdjęciach... :/
UsuńMoże znajdź tę część starszą niż 50/60 lat? Tam zwykle są najładniejsze groby.
UsuńTo też... Ale celem było dojście na grób rodziny, a zdjęcia robiłam po drodze...
UsuńOch, uwielbiam cmentarze nocą :) Co roku biorę rower i staram się nie zamarznąć & nie zostać porwaną/okradzioną/cotamjeszczetamojamamawymyśli :D
OdpowiedzUsuń