Oprócz nadziei, że i nasi bliscy zmarli są już świętymi (ci dalsi również), chciałabym przekazać Wam kilka najlepszych zdjęć z nocnej panoramy cmentarza:
Dzień przemyśleń, dzień zastanowienia, kiedy pytanie "Jaki jest sens życia?" (Pozdrowienia dla Das Zwei Fische Theater ;)) nabiera większego znaczenia. No bo tak: Nasz ziemski cel w dużym uproszczeniu sprowadza się do stania się pożywką dla bakterii (Co zresztą czynimy już za życia), albo w jeszcze mniej jednostkowo, to do przyspieszenia topnienia lodowców, wycięcia drzew, powiększenia dziury ozonowej i innych zmian w ekosystemie. No i tu zaczynają się pierwsze dywagacje na temat wiary, których wczoraj jakoś nie miałam ochoty rozpoczynać... Eh... No dobra, teraz też nie chcę... Wiara jest zbyt osobistym tematem, żeby wprost rozpoczynać o niej dyskusje, tak po prostu... Dlatego <płynne ominięcie tematu>. Każdy w coś wierzy, niezależnie czy chce, czy nie... Nawet, jeżeli jego wiara polega na pozornym braku wiary, to jednak wciąż się w coś wierzy... Zawiłe te tematy, no... Miałam zejść na inny, ale jakoś nie idzie... Dobra. Spróbujmy od tej strony: Skoro wiara jest, z za...
Nie bez przesady mówi się, że śmierć dziecka to jest najgorsze co może spotkać rodzica. Dlatego z żalem obserwowałam walkę rodziców Alfiego Evansa, gdy ich syna odłączono od respiratora. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Jeszcze rozumiem, gdyby chłopiec umarł po godzinie. On jednak przeżył kilka dni, czyniąc decyzję o odłączeniu go od respiratora moralnie wątpliwą. (Szczególnie, że zadecydował sąd, nie rodzice!) Zupełnie nie rozumiem czemu nie można było przenieść go do włoskiego hospicjum. Od razu nasuwają się setki teorii spiskowych, ale nie o nich chciałam pisać. (Nie uważam, żeby dzisiejsza medycyna była na tyle wysokim poziomie by stwierdzić jednoznacznie, że nic nie da się zrobić. Ciągle powstają nowe terapie. Komórki macierzyste na przykład. Nie wiadomo, czy to co dzisiaj uważamy za "nie do naprawienia" za kolejne pięć lat nie byłoby możliwe do zrobienia. Szansa na doczekanie tej teoretycznej terapii została jednak zaprzepaszczona.) Kurczę już nie chodzi ...
Żyjemy w trudnych czasach. W czasach gdy powiedzenie całej grupie płacących podatki, nieszkodliwych ludzi, że Polska bez nich jest najpiękniejsza. Wtrącając to tak po prostu, między ptaszkami a kapliczką. Ale przecież co w tym złego...? Przecież LGBT to też ideologia, a skoro to ideologia, to można się z nią nie zgadzać. Czemu są ideologią? Bo mają wspólny cel i generalnie podobne poglądy. Słowo "ideologia" w dzisiejszych czasach ma jednak raczej negatywne konotacje. Mam wrażenie, że odbiera się za jego pomocą ludziom ich człowieczeństwo. Bo osoby LGBT są naprawdę różnorakie, ze swoimi problemami, poglądami, stylem życia. Zniżanie tej naprawdę różnorodnej grupy ludzi do miana ideologii jest zwyczajnie przykre, bo ze względu na częściowo wspólne cele nie mogą się bronić przed głupim słownikiem. Słowa jednak niestety mają moc. Gdy schowasz osoby LGBT pod kocykiem „ideologii”, to możesz zachowywać się w innych warunkach niedopuszczalnie, bo przecież walczysz z „ideologią”. I ...
Od razu tak tematycznie przepraszam za długie nie pisanie :(, ale miałam wielki nawał roboty związanej z kończącym się semestrem (wciąż mam) i ledwo wyrabiam. No cóż. Żeby Wam jakoś umilić ten zawalony testami okres postaram się pisać przynajmniej raz na tydzień. W tym tygodniu powinna się też pojawić pierwsza recenzja książki. W ankiecie wygrał gatunek fantasy, a że takich książek na mych półkach nie brakuje, to powinnam się wyrobić stosunkowo szybko ;) Teraz drobna dygresja na wspomniany w temacie temat. Czas. Czas to pojęcie względne. Popatrzmy na przykład na gwiazdy. Miliardy lat świetlnych od nas właśnie powstała sobie gwiazda. Ale sorry. Możesz się gapić całe życie w ten punkt, ale i tak tego nie zobaczysz, bo światło tej gwiazdy dotrze na Ziemię dopiero po owych miliardach lat. Zakładając, że Ziemia wciąż będzie istnieć. Tak optymistycznie. A teraz sytuacja dajmy na to ze średniowiecza. Weźmy takiego rycerza. Koń + kupa żelastwa + biedny człowieczyna, pewnie często z miną ...
I w końcu macie swoją wyczekiwaną recenzję :D <Tum tum tum tum!> Spoiler time! Zwolnione tempo. Widać filiżankę przemierzającą kuchnię. Potem akcja wraca do właściwej prędkości, Stefan (Józef Pawłowski) uchyla się przed naczyniem, a to roztrzaskuje się o ścianę. Widzimy rozhisteryzowaną matkę Stefana, wściekłą na syna za to, że idzie w ślady ojca. Widzimy jej wściekłość, ból, rozpacz. Dokładnie odwzorowane emocje. Razem z nią wyczuwamy niebezpieczeństwo. Chcemy uchronić to, co jest dla nas ważne, ale owo „coś” wymyka nam się z rąk. W jej wypadku był to syn, który dołączył do Powstańczych Sił Zbrojnych i w ten sposób postawił swoją przyszłość przed wielkim znakiem zapytania. Taki właśnie jest Stefan. Główny bohater Miasta 44. Chce walczyć o swój kraj, o wolność, pomimo zamartwiającej się o niego matki i małego braciszka. Przynajmniej taki jest do momentu, w którym zaczyna się prawdziwa walka. Nic zresztą dziwnego. Prawdziwe niebezpieczeństwo zmienia każd...
"Powiew lat dziewięćdziesiątych, czyli rąbanka z morałem - "Xena Wojownicza Księżniczka: Sezon 1" Mój pierwszy kontakt ze światem "Xeny..." miał miejsce, gdy byłam kilkuletnim berbeciem odwiedzającym pocioctwo, które lubiło mieć włączony telewizor niezależnie od tego, co działo się wokół. A w telewizorze? Kobiety we wdziankach skóropodobnych i bijatyka, bijatyka, bijatyka! Czy potrzeba czegoś więcej dla małej dziewczynki, której życiową ambicją było skopanie wszystkich chłopców w podstawówce? Ano nie. Byłam urzeczona. Do pełnoprawnego oglądania mogłam się jednak zabrać dopiero wiele lat później, podczas zimowania przez okres gimnazjum. Wtedy to uznałam, że należy rozliczyć się z przeszłością i obejrzeć legendę. Znalazłam więc pierwszy odcinek i włączyłam go uradowana, że będę mogła stać się prawdziwą fanką najsłynniejszej heroiny lat dziewięćdziesiątych... Po czym zatrzymałam film po niecałych dwóch minutach zniesmaczona do granic. Potrzeba było ład...
Z zakamarków twardego dysku to cykl postów, który właśnie rozpoczynam. Co jakiś czas będę dodawać krótsze lub dłuższe formy literackie, które udało mi się machnąć kiedyś tam i wcale nie wyszły aż tak źle, jak by mogły, więc uznałam, że chcę sobie stworzyć swą wirtualną bazę pisanin. Są moje i podlegają prawom autorskim, a więc zakaz kopiowania i tak dalej. Zresztą wszystko co tu zamieszczam jest moje, chyba że napiszę inaczej (Patrz: Przemyślenia Kage) Hmm... Słowem wstępu praca została napisana rok temu (jak zresztą większość z tego cyklu) i nie należy raczej do tych długich, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Dawniej małe dziewczynki zaczynały pisać od "Drogi pamiętniczku...", robiąc w ten sposób pierwszy krok do spisania swojej historii na papier. Później pamiętnik lądował w szafie, za łóżkiem, albo w innym równie nieprzewidywalnym miejscu i mała dziewczynka zapominała o swoich pierwszych próbach opisania czegoś, co nie byłoby wymuszone przez z góry narzucony temat. Mijały dni, tygodnie, lata a mała dziewczynka powoli stawała się dużą dziewczynką i kiedyś w końcu nadchodził dzień by odnalazła swoje dawno zapomniane dzieło i załamała nad nim ręce. Takich dziewczynek było wiele i pewnie narodzi się jeszcze nie jedna. Blog, który właśnie czytacie, to pośrednio próbą stworzenia takiego alternatywnego pamiętniczka, tyle, że nie w klasycznej dziecięcej formie "Dzisiaj byłam w kinie. Było bardzo fajnie.", lecz po prostu, częściowo dla funu ;). Będę opisywać książki, filmy, seriale, a także podróże, czy po prostu przemyślenia. Jeżeli interesuje Was jakiś temat, chętnie podejm...
Czasem znajduje się takie "smaczki". Stare bajki, się w dzieciństwie chętnie oglądało, kreskówki, seriale... Teraz jest tego masa. Za czasów mojego dzieciństwa było ich mniej, a moich uszu sięgało tylko to, o czym z wielką ekscytacją opowiadali koledzy z klasy... Do dziś zapamiętałam, że gdy byłam w nauczaniu początkowym, popularny był jakiś serial surykatkach bodajże z Animal Planet... Kreskówki jakoś mi umykały. Po przywędrowaniu do gimnazjum jakoś tak się okazało, że to, że wszyscy na nowo rozmawiają o kreskówkach z dzieciństwa, wymieniają się opiniami, oglądają ponownie... A ja stoję jak ten słup i tylko "....No... Bo ja nie miałam telewizora i tak..." Czasami słyszę na to odpowiedź w stylu "To trzeba było oglądać w internecie." Yhym. Tak. Na pewno oglądałabym coś, o czego istnieniu nie miałam pojęcia. Na pewno.
NADZIEI, ŻE BLISCY JUŻ SĄ ŚWIĘTYMI?! O.o Jus, nie życzysz tak chyba swojej rodzinie, co...? Powiedz, że tam miało być "bliscy zmarli"...
OdpowiedzUsuńZa życia też! No, zaraz editnę ;)
OdpowiedzUsuńNie no, nie takie brzydkie toto. Ale widywałem ładniejsze.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że "robione telefonem" wystarczy na wybaczenie jakości... ;)
UsuńNie mówię o jakości zdjęc tylko cmentarza.
UsuńCmentarz był ładniejszy, tylko nie umiem tego zawrzeć w zdjęciach... :/
UsuńMoże znajdź tę część starszą niż 50/60 lat? Tam zwykle są najładniejsze groby.
UsuńTo też... Ale celem było dojście na grób rodziny, a zdjęcia robiłam po drodze...
UsuńOch, uwielbiam cmentarze nocą :) Co roku biorę rower i staram się nie zamarznąć & nie zostać porwaną/okradzioną/cotamjeszczetamojamamawymyśli :D
OdpowiedzUsuń